Oficjalne Forum Kotka
Przeczytaj to. ; ]
Autor:
wylogowana
10.08.10, 18:24
zarchiwizowany
Zdawało się, że mgła nie ma zamiaru opaść przez najbliższe kilka dni.
Melancholijny nastrój coraz bardziej wpływał na moje zmysły. Robiłam się ospała.
Natłok myśli, który towarzyszył mi jeszcze kilka minut temu, powoli odchodził w
zapomnienie. Wiatr delikatnie poruszał liśćmi na drzewach. Wszędzie panowała
taka cisza, że gdyby moje serce jeszcze biło, z pewnością bym je usłyszała.
Słyszałam kroki, które krążyły wokół mnie od jakiegoś czasu. Były niesłychanie
lekkie i pełne gracji. Ten dźwięk nie przyciągał mojej głębszej uwagi,
traktowałam go jak powietrze. Nie wzbudziły we mnie niepokoju. Po prostu był.
Kiedy podniosłam wzrok, wydawało mi się, że dziwna postać odbiega ode mnie w
popłochu.
- To jakiś żart. - mruknęłam i podniosłam się na nogi.
Usłyszałam za drzewem czyjś melodyjny chichot. Zaciekawiona zrobiłam kilka
kroków, żeby zobaczyć, kto się tam czai. Delikatnie chwyciłam konar drzewa i
wychyliłam się za niego. Moim oczom ukazała się klęcząca dziewczyna o delikatnej
budowie. Jej jasnozielone oczy spojrzały na mnie z istną łagodnością dziecka.
Wokół jej oczu wiły się najróżniejsze wzory, które z każdym jej ruchem,
delikatnie świeciły się i znów gasły. Poczułam się niczym potwór polujący na
owieczkę. Kiedy nieznajoma dziewczyna wstała, dostrzegłam, że jest o wiele
niższa ode mnie. Jej wzrost można było porównać do dwunastoletniej dziewczynki.
Przeczesała niepewnie ręką swoje długie, blond włosy i spuściła wzrok.
- Kim jesteś? - zapytałam łagodnie.
- Arsazis. - odparła, jej głos zabrzmiał jak szum wiatru.
Otworzyłam zdumiona oczy. Istota przede mną była niezwykle piękna, w dodatku jej
głos był nieziemski.
- Jestem Heidi. - przedstawiłam się. - Zgubiłam się pośród mgły.
- Wiem. - szepnęła cicho. - Wszyscy się gubią pośród łez.
Dziewczyna podniosła wzrok i położyła swoją małą rączkę na mojej piersi.
- Masz dobre serce. - stwierdziła bez zastanowienia. - I nie jesteś człowiekiem.
- Tak, nie jestem.
- Chodź ze mną. - poprosiła tajemniczo. - Pokaże ci mój świat.
Mała istota nie czekając na odpowiedź, odwróciła się i zniknęła we mgle. Nie
mając czasu na zastanowienie, ruszyłam szybko za nią. Blondynka szła delikatnie
po zielonej trawie, jakby za wszelką cenę nie chciała jej nic zrobić, a każdy
krok sprawiał jej ból. Zapatrzona w niewidoczny punkt przed sobą, nie odrywała
od niego wzroku. Ja w tym czasie rozglądałam się na wszystkie strony w
poszukiwaniu przyjaciół. Z każdym naszym krokiem mgła robiła się coraz rzadsza.
Nie potrafiłam pojąć, dlaczego tak szybko opadała, kiedy za nami wciąż kłębiły
się białe obłoki.
Dziewczyna która prowadziła mnie do swojego świata, miała dość nietypowy strój,
który dostrzegłam w całości dopiero teraz. Wszystko składało w całości składało
się z liści w różnych kolorach. Spódniczka delikatnie falowała na wysokości jej
kolan. W bluzce do pasa przeważały odcienie jesieni, głównie ciepłe. Na
odsłoniętych ramionach zostały namalowane dwa motyle, które wyglądały niemal jak
żywe.
- Jesteśmy na miejscu. - stwierdziła i przystanęła.
- Tutaj? - zdziwiłam się.
Miejsce nie różniło się niczym od tego w którym doszło do naszego spotkania.
Mała blondyna przytaknęła głową, potwierdzając jeszcze raz swoje słowa.
Delikatny dym owijał się zwiewnie wokół drzew. Spojrzałam do góry i nie kryjąc
zaskoczenia, otworzyłam delikatnie usta. Dwa domki zrobione z ogromnych,
podłużnych liści wisiały nad moją głową. Kilka par jaskrawych oczu spoglądało na
mnie z ciekawością, podchodziły do mnie coraz bliżej, oglądając jak największe
cudo świata.
- Czemu nas nie zjesz? - zapytała jedna z nich, olśniewając mnie dźwiękiem
swojego głosu.
- Czemu miałabym was zjeść? - zapytałam zdziwiona. - Nie jestem taka okropna.
- Jesteś hybrydem. - szepnęła blondynka obok mnie. - Tępicie nasze królestwo jak
biedronki mszyce.
Zmrużyła oczy, nie rozumiałam dokładnie co mi zarzucają, nie rozumiałam ich
sposobu myślenia. Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, jednak słowa uwięzły mi
w gardle.
- Mów. - poprosiła szatynka, która wyłoniła się zza drzewa.
Jej oczy połyskiwały nieskazitelną żółcią, drobne iskierki błyszczały jeszcze
mocniej, wprawiając mnie w zakłopotanie. Wszystkie były małe i drobne niczym
dzieci, jednak magia, która drzemała w ich sercach, nie pozwalała mi na
jakikolwiek ruch.
- Jestem hybrydem od niedawna i nie wiem nic o świecie w którym żyjecie. -
spuściłam niepewnie wzrok, speszona ich niecodziennością.
Byłam taka zwykła, moja mowa tak pusta w porównaniu do nich. Czyżbym nie
pasowała do świata do którego zabiera mnie Len?
- Opowiemy ci. - postanowiła rudowłosa siedząca na werandzie jednego z domków. -
Wszystko...
Wszystkie istoty pośpiesznie wdrapały się na drzewa i usiadły w kółku wokół
rudowłosej. Moje wejście na drzewo zajęło nieco więcej czasu, jednak zdołałam to
zrobić i zająć wyznaczone mi miejsce. Rudowłosa dziewczyna w porównaniu do
reszty miała na sobie drobną sukienkę z zielonych liści. Jej oczy były jasno
czerwone z czarnymi drobinkami, jednak wciąż pozostawały niczym z bajki.
- Jesteśmy leśnymi nimfami - zaczęła płomiennowłosa. - Zamieszkujemy okoliczne
lasy z dala od ludzi od kilkunastu lat. Ostatnio nasza liczba znacznie się
zmniejszyła przez... skrzydlate stworzenia.
- Rozumiem. - szepnęłam.
Zobaczyłam w oczach nimf wielki smutek i żal po stracie swoich przyjaciół. Mi
również zrobiło się ciężej na duszy. Przez kilka chwil spędzonych w ich
towarzystwie zdążyłam zrozumieć, że darzą siebie wielkim szacunkiem i wzajemną
miłością. Taka strata musiała być dla nich wielkim ciosem.
- Wiele stworzeń w czasie wojny uciekło do Marwenhall i innych miast, szukając
schronienia. Teraz znów wracają do swoich domów, pozostawiając krainy Sarminon
takimi, jakie były sprzed laty.
- Co to jest Sarminon? - zapytałam, słysząc kolejną magiczną nazwę.
- To wielka kraina w której mieszkają wszystkie zbyt piękne stworzenia, żeby
mieszkać wśród ludzi. - powiedziała głośniej, zmieniając szum wiatru w groźny
świst - Nie posiadają umiejętności, które pozwoliłyby im wmieszać się w tłum...
Jak się tu znalazłaś, hybrydzie?
- Podróżuje wraz z przyjaciółmi do Marwenhall. Chcemy uratować naszą przyjaciółkę.
Nimfy zaczęły nerwowo ruszać się na miejscach, rozmawiając ze sobą w nieznanym
mi dotąd języku. Przypominał on odgłosy natury, śpiew ptaków, szum drzew...
Brzmiał jak chłodny poranek lata na środku łąki. Blondynka, która przyprowadziła
mnie do swoich przyjaciół patrzyła na mnie zaciekawiona, a zarazem zdziwiona
moim wyznaniem. Rozległ się głośny pisk, przypominający głos orła przy ataku.
Nimfy zamarły i spojrzały wyczekująco na rudowłosą.
- Po co jedziesz do miasta skrzydlatych stworzeń? - zapytała obniżając znów swój
głos do szeptu.
- Po przyjaciółkę, którą porwały tam inne hybrydy. - wyjaśniłam delikatnie,
sprawdzając przy każdym słowie ich reakcje.
- Hybrydy nie dostaną się do Sarminon bez łącznika! - warknęła, a jej głos
zabrzmiał jak grzmot pioruna pewnej wiosennej nocy. - Chyba, że pomorze im w tym
stworzenie z tamtego świata.
- Tego nie wiem. - odpowiedziałam, próbując nie unosić głosu. - Mówiłaś, że
skrzydlate stworzenia was zabiły. To były razwele?
Nimfy zerwały się na nogi, tylko moja rozmówczyni pozostała na swoim miejscu.
Wbiła we mnie swój surowy wzrok i nie odpowiadając przez chwilę, spojrzała na niebo.
- Wygląd anioła myli niejedno stworzenie, by potem zostało same, a ciemną nocą
zostało zjedzone. Razwele to potomkowie diabła, a do Marwenhall przybywają tyko
głupcy, czyhający na pewną śmierć.
Patrzyłam na nią zaskoczona, kiedy wypowiadając słowa, wpatrywała się w niebo
jak w Boga, wielbiąc jego piękno.
- Len taki nie jest. - szepnęłam.
Nimfy zaczęły syczeć na mnie jak wrony, widząc zgłodniałego kota. Piski rozległy
się w całym lesie. To ptaki odpowiedziały na ich odzew. Zanim małe stworzenia
rozbiegły się po lesie, znikając wśród drzew, dostrzegłam w ich oczach strach.
Płomiennowłosa również zniknęła, jakby rozpłynęła się w powietrzu.
[i]
Melancholijny nastrój coraz bardziej wpływał na moje zmysły. Robiłam się ospała.
Natłok myśli, który towarzyszył mi jeszcze kilka minut temu, powoli odchodził w
zapomnienie. Wiatr delikatnie poruszał liśćmi na drzewach. Wszędzie panowała
taka cisza, że gdyby moje serce jeszcze biło, z pewnością bym je usłyszała.
Słyszałam kroki, które krążyły wokół mnie od jakiegoś czasu. Były niesłychanie
lekkie i pełne gracji. Ten dźwięk nie przyciągał mojej głębszej uwagi,
traktowałam go jak powietrze. Nie wzbudziły we mnie niepokoju. Po prostu był.
Kiedy podniosłam wzrok, wydawało mi się, że dziwna postać odbiega ode mnie w
popłochu.
- To jakiś żart. - mruknęłam i podniosłam się na nogi.
Usłyszałam za drzewem czyjś melodyjny chichot. Zaciekawiona zrobiłam kilka
kroków, żeby zobaczyć, kto się tam czai. Delikatnie chwyciłam konar drzewa i
wychyliłam się za niego. Moim oczom ukazała się klęcząca dziewczyna o delikatnej
budowie. Jej jasnozielone oczy spojrzały na mnie z istną łagodnością dziecka.
Wokół jej oczu wiły się najróżniejsze wzory, które z każdym jej ruchem,
delikatnie świeciły się i znów gasły. Poczułam się niczym potwór polujący na
owieczkę. Kiedy nieznajoma dziewczyna wstała, dostrzegłam, że jest o wiele
niższa ode mnie. Jej wzrost można było porównać do dwunastoletniej dziewczynki.
Przeczesała niepewnie ręką swoje długie, blond włosy i spuściła wzrok.
- Kim jesteś? - zapytałam łagodnie.
- Arsazis. - odparła, jej głos zabrzmiał jak szum wiatru.
Otworzyłam zdumiona oczy. Istota przede mną była niezwykle piękna, w dodatku jej
głos był nieziemski.
- Jestem Heidi. - przedstawiłam się. - Zgubiłam się pośród mgły.
- Wiem. - szepnęła cicho. - Wszyscy się gubią pośród łez.
Dziewczyna podniosła wzrok i położyła swoją małą rączkę na mojej piersi.
- Masz dobre serce. - stwierdziła bez zastanowienia. - I nie jesteś człowiekiem.
- Tak, nie jestem.
- Chodź ze mną. - poprosiła tajemniczo. - Pokaże ci mój świat.
Mała istota nie czekając na odpowiedź, odwróciła się i zniknęła we mgle. Nie
mając czasu na zastanowienie, ruszyłam szybko za nią. Blondynka szła delikatnie
po zielonej trawie, jakby za wszelką cenę nie chciała jej nic zrobić, a każdy
krok sprawiał jej ból. Zapatrzona w niewidoczny punkt przed sobą, nie odrywała
od niego wzroku. Ja w tym czasie rozglądałam się na wszystkie strony w
poszukiwaniu przyjaciół. Z każdym naszym krokiem mgła robiła się coraz rzadsza.
Nie potrafiłam pojąć, dlaczego tak szybko opadała, kiedy za nami wciąż kłębiły
się białe obłoki.
Dziewczyna która prowadziła mnie do swojego świata, miała dość nietypowy strój,
który dostrzegłam w całości dopiero teraz. Wszystko składało w całości składało
się z liści w różnych kolorach. Spódniczka delikatnie falowała na wysokości jej
kolan. W bluzce do pasa przeważały odcienie jesieni, głównie ciepłe. Na
odsłoniętych ramionach zostały namalowane dwa motyle, które wyglądały niemal jak
żywe.
- Jesteśmy na miejscu. - stwierdziła i przystanęła.
- Tutaj? - zdziwiłam się.
Miejsce nie różniło się niczym od tego w którym doszło do naszego spotkania.
Mała blondyna przytaknęła głową, potwierdzając jeszcze raz swoje słowa.
Delikatny dym owijał się zwiewnie wokół drzew. Spojrzałam do góry i nie kryjąc
zaskoczenia, otworzyłam delikatnie usta. Dwa domki zrobione z ogromnych,
podłużnych liści wisiały nad moją głową. Kilka par jaskrawych oczu spoglądało na
mnie z ciekawością, podchodziły do mnie coraz bliżej, oglądając jak największe
cudo świata.
- Czemu nas nie zjesz? - zapytała jedna z nich, olśniewając mnie dźwiękiem
swojego głosu.
- Czemu miałabym was zjeść? - zapytałam zdziwiona. - Nie jestem taka okropna.
- Jesteś hybrydem. - szepnęła blondynka obok mnie. - Tępicie nasze królestwo jak
biedronki mszyce.
Zmrużyła oczy, nie rozumiałam dokładnie co mi zarzucają, nie rozumiałam ich
sposobu myślenia. Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, jednak słowa uwięzły mi
w gardle.
- Mów. - poprosiła szatynka, która wyłoniła się zza drzewa.
Jej oczy połyskiwały nieskazitelną żółcią, drobne iskierki błyszczały jeszcze
mocniej, wprawiając mnie w zakłopotanie. Wszystkie były małe i drobne niczym
dzieci, jednak magia, która drzemała w ich sercach, nie pozwalała mi na
jakikolwiek ruch.
- Jestem hybrydem od niedawna i nie wiem nic o świecie w którym żyjecie. -
spuściłam niepewnie wzrok, speszona ich niecodziennością.
Byłam taka zwykła, moja mowa tak pusta w porównaniu do nich. Czyżbym nie
pasowała do świata do którego zabiera mnie Len?
- Opowiemy ci. - postanowiła rudowłosa siedząca na werandzie jednego z domków. -
Wszystko...
Wszystkie istoty pośpiesznie wdrapały się na drzewa i usiadły w kółku wokół
rudowłosej. Moje wejście na drzewo zajęło nieco więcej czasu, jednak zdołałam to
zrobić i zająć wyznaczone mi miejsce. Rudowłosa dziewczyna w porównaniu do
reszty miała na sobie drobną sukienkę z zielonych liści. Jej oczy były jasno
czerwone z czarnymi drobinkami, jednak wciąż pozostawały niczym z bajki.
- Jesteśmy leśnymi nimfami - zaczęła płomiennowłosa. - Zamieszkujemy okoliczne
lasy z dala od ludzi od kilkunastu lat. Ostatnio nasza liczba znacznie się
zmniejszyła przez... skrzydlate stworzenia.
- Rozumiem. - szepnęłam.
Zobaczyłam w oczach nimf wielki smutek i żal po stracie swoich przyjaciół. Mi
również zrobiło się ciężej na duszy. Przez kilka chwil spędzonych w ich
towarzystwie zdążyłam zrozumieć, że darzą siebie wielkim szacunkiem i wzajemną
miłością. Taka strata musiała być dla nich wielkim ciosem.
- Wiele stworzeń w czasie wojny uciekło do Marwenhall i innych miast, szukając
schronienia. Teraz znów wracają do swoich domów, pozostawiając krainy Sarminon
takimi, jakie były sprzed laty.
- Co to jest Sarminon? - zapytałam, słysząc kolejną magiczną nazwę.
- To wielka kraina w której mieszkają wszystkie zbyt piękne stworzenia, żeby
mieszkać wśród ludzi. - powiedziała głośniej, zmieniając szum wiatru w groźny
świst - Nie posiadają umiejętności, które pozwoliłyby im wmieszać się w tłum...
Jak się tu znalazłaś, hybrydzie?
- Podróżuje wraz z przyjaciółmi do Marwenhall. Chcemy uratować naszą przyjaciółkę.
Nimfy zaczęły nerwowo ruszać się na miejscach, rozmawiając ze sobą w nieznanym
mi dotąd języku. Przypominał on odgłosy natury, śpiew ptaków, szum drzew...
Brzmiał jak chłodny poranek lata na środku łąki. Blondynka, która przyprowadziła
mnie do swoich przyjaciół patrzyła na mnie zaciekawiona, a zarazem zdziwiona
moim wyznaniem. Rozległ się głośny pisk, przypominający głos orła przy ataku.
Nimfy zamarły i spojrzały wyczekująco na rudowłosą.
- Po co jedziesz do miasta skrzydlatych stworzeń? - zapytała obniżając znów swój
głos do szeptu.
- Po przyjaciółkę, którą porwały tam inne hybrydy. - wyjaśniłam delikatnie,
sprawdzając przy każdym słowie ich reakcje.
- Hybrydy nie dostaną się do Sarminon bez łącznika! - warknęła, a jej głos
zabrzmiał jak grzmot pioruna pewnej wiosennej nocy. - Chyba, że pomorze im w tym
stworzenie z tamtego świata.
- Tego nie wiem. - odpowiedziałam, próbując nie unosić głosu. - Mówiłaś, że
skrzydlate stworzenia was zabiły. To były razwele?
Nimfy zerwały się na nogi, tylko moja rozmówczyni pozostała na swoim miejscu.
Wbiła we mnie swój surowy wzrok i nie odpowiadając przez chwilę, spojrzała na niebo.
- Wygląd anioła myli niejedno stworzenie, by potem zostało same, a ciemną nocą
zostało zjedzone. Razwele to potomkowie diabła, a do Marwenhall przybywają tyko
głupcy, czyhający na pewną śmierć.
Patrzyłam na nią zaskoczona, kiedy wypowiadając słowa, wpatrywała się w niebo
jak w Boga, wielbiąc jego piękno.
- Len taki nie jest. - szepnęłam.
Nimfy zaczęły syczeć na mnie jak wrony, widząc zgłodniałego kota. Piski rozległy
się w całym lesie. To ptaki odpowiedziały na ich odzew. Zanim małe stworzenia
rozbiegły się po lesie, znikając wśród drzew, dostrzegłam w ich oczach strach.
Płomiennowłosa również zniknęła, jakby rozpłynęła się w powietrzu.
[i]
Sortuj:
drzewko

od najstarszego

od najnowszego

drzewko odwrotne

- drzewko
- od najstarszego
- od najnowszego
- drzewko odwrotne
Na tym serwisie obowiązuje regulamin Forum.Gazeta.pl


