News

Warto poznać - My Bloody Valentine

06.12.2009 19:00
A A A Drukuj
MySpace zespołu

Znacie już zespół My Bloody Valentine?

jane_

 

Zespół idealny. Kultowy, choć wydał zaledwie dwie płyty. Dla większości z nas dinozaury, przywoływani jedynie w tysiącach recenzji płyt młodziaków, którzy chcieliby być nimi. Ale to jedna z tych grup, której dorobku nie da się podważyć. Poznajcie zespół, który namieszał i który idealnie nadaje się do słuchania wieczorami.

 

 

Powstali w 1984 roku. Trochę dawno, co? Pewnie połowa z was przekreśla ich już w tym momencie, jeśli w ogóle do tego momentu doczytała. A szkoda, bo to oni stworzyli historię. Nie byle jaką. Ten zespół, wydając swój debiut, "Isn't Antything", cztery lata po unormowaniu składu grupy, ustanowił nowy muzyczny gatunek. Shoegaze. Nazwę tego, co robili My Bloody Valentine, wymyślili autorzy wpływowego, brytyjskiego pisemka wydawanego do dziś - "New Musical Express", chcąc przez to jedno słowo wyrazić skłonność artystów wykonujących ten nowy gatunek do patrzenia w dół, na efekty gitarowe, znajdujące się na podłodze. Zatem shoegaze znaczy tyle, co 'wpatrywanie się w buty'. Łatwo poznać, kto się w shoegaze bawi - muzyka ma to do siebie, że jest gitarową ścianą dźwięku, za to wokal jest cichutki, niewyraźny, ale zadziwiająco melodyjny. Muzyka ta zawiera w sobie wiele emocji. Wyobrażacie sobie w dzisiejszych czasach już pierwszą płytą stworzyć nowy gatunek, co równa się posiadaniu przez zespół własnego, niepowtarzalnego i nieprzewidywalnego stylu? Ja nie. I tak jak My Bloody Valentine udało się to za pierwszym razem, przy drugim albumie ich dotychczasowe osiągnięcia okazały się błahostką. "Loveless". To tutaj ten shoegaze doprowadzili do szczytu wytrzymałości. Lepiej się nie dało. To przykład płyty idealnej. Jeden z najlepszych albumów lat dziewięćdziesiątych, może zaraz po "Ok Computer" Radiohead. "Loveless" polecił przesłuchać mi znajomy. W kwietniu. Zapamiętałam tylko utwór "Sometimes", swoją drogą uznany za jedną z najlepszych piosenek o tematyce miłosnej. Lecz nazwa 'My Bloody Valentine' została mi w głowie, i tyle szczęścia. W czerwcu wciąż nie byłam w stanie przebić się ze zrozumieniem przez ten album. Udało mi się to całkiem niedawno. I poraził mnie swoją cudownością. Zbyt często używam zdania 'piosenki pop ubrane w trochę inną stylistykę', ale tym razem ma się to najbliżej prawdy. To świetne melodie, świetne teksty, głosy, dźwięki. Pomimo upływu czasu płyta nie straciła nic na wartości. Słucha się jej z nieukrywaną przyjemnością. Najczęściej właśnie wieczorem, najchętniej w okresie jesienno-zimowym, działa jak drzwi do innego świata, pełnego magii i zdecydowanie pięknych rzeczy. A mówi się, że druga płyta to sprawdzian, czy zespół coś znaczy i czy da radę. Oni nie dali. W 1997 zawiesili działalność. I rozbudzili wyobraźnię wielu młodych ludzi, którzy inspirowali się ich dokonaniami. Ale to troszkę później.

 

 

Współczesny shoegaze, choć zdecydowanie inny od tego, co działo się na płytach My Bloody Valentine. Z jednej strony mamy Silversun Pickups, proponujący ten bardziej oryginalny, z drugiej M83 czy wręcz Telefon Tel Aviv, określanych również jako IDM. Sigur Rós i The Raveonettes. Glasvegas i The Big Pink. The Pains of Being Pure At Heart i nawet zespoły zwykle porównywane do Joy Division, czyli coś jednak odmiennego, takie jak Interpol czy Editors. Jednak najbardziej miły dla ucha wydaje mi się najnowszy album The Horrors, zatytułowany "Primary Colours". To faktycznie powrót do tego, co serwowali nam prekursorzy tego stylu, oprócz MBV między innymi Ride czy Jesus and the Mary Chain.

 

Wracając do głównego punktu zainteresowania - My Bloody Valentine powrócili w 2007 roku, tylko na koncerty. Jednak co chwilę pojawiają się plotki, że coś nagrywają. Na chwilę obecną jedyne, czego możemy od nich wręcz żądać, to odwiedzenia naszego kraju w najbliższej przyszłości. Najchętniej nie na wielkim festiwalu, ale od biedy dla kultowych zespołów wszystko. Moje serce zostało skradzione. My Bloody Valentine to mój ulubiony zespół. Mam nadzieję, że i na takie stare-nowe się otworzycie. Warto znać historię muzyki, szczególne tak ważne i przyjemne jej fragmenty. Powodzenia. c:

 

Jane_

 


Zespół idealny. Kultowy, choć wydał zaledwie dwie płyty. Dla większości z nas dinozaury,
przywoływani jedynie w tysiącach recenzji płyt młodziaków, którzy chcieliby być nimi.
Ale to jedna z tych grup, której dorobku nie da się podważyć. Poznajcie zespół,
który namieszał, i który idealnie nadaje się do słuchania wieczorami.

Powstali w 1984 roku. Trochę dawno, co? Pewnie połowa z was przekreśla ich już w tym
momencie, jeśli w ogóle do tego momentu doczytała. A szkoda, bo to oni stworzyli historię.
Nie byle jaką. Ten zespół, wydając swój debiut, Isn?t Antything, cztery lata po
unormowaniu składu grupy, ustanowił nowy muzyczny gatunek. Shoegaze. Nazwę tego, co
robili My Bloody Valentine, wymyślili autorzy wpływowego, brytyjskiego pisemka wydawanego
do dziś ? New Musical Express, chcąc przez to jedno słowo wyrazić skłonność artystów
wykonujących ten nowy gatunek do patrzenia w dół, na efekty gitarowe, znajdujące się na
podłodze. Więc shoegaze znaczy tyle, co ?wpatrywanie się w buty?.
Łatwo poznać, kto się w shoegaze bawi ? muzyka ma to do siebie, że jest gitarową ścianą
dźwięku, za to wokal jest cichutki, niewyraźny, ale zadziwiająco melodyjny. Muzyka ta
zawiera w sobie wiele emocji. Wyobrażacie sobie w dzisiejszych czasach już pierwszą
płytą stworzyć nowy gatunek, co równa się posiadaniu przez zespół własnego, niepowtarzalnego
i nieprzewidywalnego stylu? Ja nie. I tak jak My Bloody Valentine udało się to za
pierwszym razem, przy drugim albumie ich dotychczasowe osiągnięcia okazały się błahostką.
Loveless. To tutaj ten shoegaze doprowadzili do szczytu wytrzymałości. Lepiej się nie
dało. To przykład płyty idealnej. Jeden z najlepszych albumów lat dziewięćdziesiątych,
może zaraz po Ok Computer Radiohead.
Loveless polecił przesłuchać mi znajomy. W kwietniu. Zapamiętałam tylko utwór Sometimes,
swoją drogą uznany za jedną z najlepszych piosenek o tematyce miłosnej. Lecz nazwa
?My Bloody Valentine? została mi w głowie, i tyle szczęścia. W czerwcu wciąż nie byłam w
stanie przebić się ze zrozumieniem przez ten album. Udało mi się to całkiem niedawno.
I poraził mnie swoją cudownością. Zbyt często używam zdania ?piosenki pop ubrane w
trochę inną stylistykę?, ale tym razem ma się to najbliżej prawdy. To świetne melodie,
świetne teksty, głosy, dźwięki. Pomimo upływu czasu płyta nie straciła nic na wartości.
Słucha się jej z nieukrywaną przyjemnością. Najczęściej właśnie wieczorem, najchętniej w
okresie jesienno-zimowym, działa jak drzwi do innego świata, pełnego magii i zdecydowanie
pięknych rzeczy. A mówi się, że druga płyta to sprawdzian, czy zespół coś znaczy i czy
da radę. Oni nie dali. W 1997 zawiesili działalność. I rozbudzili wyobraźnię wielu młodych ludzi,
którzy inspirowali się ich dokonaniami. Ale to troszkę później.
Współczesny shoegaze, choć zdecydowanie inny od tego, co działo się na płytach My Bloody
Valentine. Z jednej strony mamy Silversun Pickups, proponujący ten bardziej oryginalny,
z drugiej M83 czy wręcz Telefon Tel Aviv, określanych również jako IDM. Sigur Rós i
The Raveonettes. Glasvegas i The Big Pink. The Pains of Being Pure At Heart i nawet
zespoły zwykle porównywane do Joy Division, czyli coś jednak odmiennego, takie jak
Interpol czy Editors. Jednak najbardziej miły dla ucha wydaje mi się najnowszy album
The Horrors, zatytułowany Primary Colours. To faktycznie powrót do tego, co serwowali
nam prekursorzy tego stylu, oprócz MBV między innymi Ride czy Jesus and the Mary Chain.
Wracając do głównego punktu zainteresowania ? My Bloody Valentine powrócili w 2007 roku,
tylko na koncerty. Jednak co chwilę pojawiają się plotki, że coś nagrywają. Na chwilę
obecną jedyne, czego możemy od nich wręcz żądać, to odwiedzenia naszego kraju w
najbliższej przyszłości. Najchętniej nie na wielkim festiwalu, ale od biedy? dla
kultowych zespołów wszystko. Moje serce zostało skradzione. My Bloody Valentine to mój
ulubiony zespół. Mam nadzieję, że i na takie stare-nowe się otworzycie. Warto znać
historię muzyki, szczególne tak ważne i przyjemne jej fragmenty. Powodzenia. c:

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (79)

  • lastrebel

    Oceniono 1 raz 1

    przesłucham, może mi się spodoba. Świetny artykuł ;)

  • ja_

    Oceniono 2 razy 0

    nie podoba mi się ich muzyka,ale każdy ma inny gust

  • olive

    Oceniono 3 razy 1

    Z tego co pamiętam , My Bloody Valentine ( oraz między innymi Ride i Chapterhouse ) nadano zbiorczą etykietkę ' shoe - gazing ' , ponieważ ich sceniczna ekspresja sprawdzała się do stania w miejscu i gapienia się na własne buty .

  • jane_

    Oceniono 4 razy 2

    nie tak do niedawna, bo pisze od kwietnia. c: napisałam mejla z prośbą. to wszystko. i dzięki. ;3

  • invisible_95

    Oceniono 3 razy -1

    hej jane_ ? tak wlasciwie to z jakiej paki ty piszesz artykuły do kotka ? nie zebym miala cos przeciwko bo sa swietne, ale to mi sie wydaje byc ciekawa robota, a wiem ze do niedawna bylas tylko zwykłą urzytkowniczką kotka. wytypowali cie jakos czy cos ? sorka ale tak jakos to ciekawi. jakbym umiala to sama bym tak cos czasem napisala hehe ;P

  • miay

    Oceniono 1 raz 1

    Świetny zespół, ja również dowiedziałam się o nich niedawno i nie żałuję... są fantastyczni:)

  • hepsio

    Oceniono 5 razy 1

    ` nie moje klimaty, ale doceniam i nie krytykuję.

  • danonek

    Oceniono 4 razy 2

    nie znałam , ale cieszę się , że poznałam ; d

  • annnie

    Oceniono 7 razy -3

    oni są super! Już wcześniej o nich słyszałam. Dobrze że Jane_ dba o edukacje muzyczną młodzieży:)

  • annnie

    Oceniono 7 razy 3

    on są super! Już wcześniej o nich słyszałam. Dobrze że Jane_ dba o edukacje muzyczną młodzieży:)

  • oxygeniumoflife

    Oceniono 5 razy 1

    widzę, że połowa czytalników nie potrafi nawet czytać ze zrozumieniem. więc czy w ogóle można mówić o słuchaniu tego typu muzyki?
    Zespołu wcześniej nie znałam, ale 'Sometimes' spodobała mi się na tyle, że mam zamiar nadrobić zaległości. : )
    artykuł jak zwykle świetny. no cóż. mimo..mimo.

  • jane_

    Oceniono 2 razy 0

    ale aby zaczać interesować się czymś bardziej wartościowym, najpierw trzeba na to trafić. a sam kotek, jak widać, umieszcza tutaj te notki, więc nie widzę problemu. c: a osoby, które wystawiają takie komentarze, nie są w ogóle warci, aby skomentować ich. ;3

  • rogata

    Oceniono 5 razy 3

    cynamonowa - racja, racja. Ale muszę tutaj poprzeć Jane_, że przynajmniej stara się rozwinąć znajomość muzyki wśród tych typowych nastolatek.

  • loladance

    Oceniono 8 razy -4

    jane_ zawsze wytrzaśniesz coś czego nie znam , xDD nie wiem, jakoś nie przypadli do mojego gustu. popieram cynamonową. xppp

  • cynamonowa

    Oceniono 14 razy 8

    Nie jestem pewna czy kotek to najlepszy portal dla zespołów typu My Bloody Valentine. Większość osób, które interesują się tego typu muzyką albo znają zespół albo same na własną rękę go poznają, a tu pojawia się komentarze typu: "nie znam" "nie lubię" "zbyt dużo czytania" i inne jakże "ambitne" komentarze. Kotek jest typowym portalem dla typowej nastolatki, która w zasadzie kieruje się tym, co jest teraz na "topie".

  • olcia5665

    Oceniono 3 razy 1

    Piosenek nie słyszałam ale są nawet, nawet :DD

  • andziuulaa_xd

    Oceniono 3 razy 1

    nie słyszałam jeszcze o tym zespole :)
    ale ta pierwsza piosenka ładna : >
    jak będe miała czas to spróbuje wysłuchac innych ich piosenek . : P
    jakbyś mogła to pisz o tym zespole ; p

  • mellow

    Oceniono 4 razy 2

    Nazwę zespołu znałam już wcześniej, ale piosenek nigdy nie słyszałam. 'Sometimes' jest fajne, chyba z ciekawości przesłucham sobie resztę ;f

  • marielka

    Oceniono 17 razy 13

    Chciałam się tu wypowiedzieć na temat muzyki, ale przeczytałam komentarze i nad niektórymi to normalnie ręce i twarz opada. Nie rozumiem, po co niektóre dziewczynki informują resztę, że nie znają i nie interesuje je nic innego oprócz oczywiście cÓdoffnych dżonaskuf i majli. Zamiast się chwalić swoją niewiedzą, powinnyście się wstydzić. Nie wiem co takiego zaszczytnego jest w chwaleniu się dookoła, że słucha się tylko jednego zespołu, ale oczywiście uważa się za znawcę. Z resztą, co ja tu będę niosła misję, i tak nikt mnie nie słucha. "za duzo czytania xD" idź i poczytaj papier toaletowy, tam jest mało czytania. Albo po prostu dalej chwal się tym, że nie potrafisz przeczytać długiego tekstu.

  • sabb.

    Oceniono 7 razy 3

    Czemu nic nie napiszecie o Marit Larsen? Ona jest świetna! <33

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX