Miałam kiedys niesamowity, piękny sen: stałam na wysokiej wieży, musiała mieć kilka tysięcy
metrów! Przede mna rozciągał się widok na rozległą równinę oblaną blaskiem zachodzącego
nad oddalonym srebrzystym morzu słońca. Stałam blisko krawęfzi. Nagle poczułam, że
spadam. I wtedy chwycił mnie On. Nie wiem, kim był, ale wtuliłam się ufnie w jego ramiona i
czułam się bezpieczna, a potem mnie pocałował, tak delikatnie, ciepło...Ten sen był tak
realistyczny, że przez cały dzień nie mogłam się otrząsnąć