Re: Ulubiony wyciskacz łez to ....
zarchiwizowany
Jedyny film na jakim miałam łzy w oczach to "A Moment to Remember"-
rewelacyjny melodramat (srednia ponad 9 na filmwebie przy kilkuset głosach o czymś
świadczy)
Inne to chociażby: "Temptation of Wolves", "Haebaragi (Sunflower)"- wzruszająca
końcówka, "Ditto", "...ing", "Sad movie" "Once"-rewelacyjna muzka,
"Daisy", "Dedykacja". "I'm a Cyborg but that's OK"- trochę zakręcony film twórcy
Oldboy'a ale naprawdę warto, "Innocent Steps"- jedyny z serii tanecznych komedii
romatycznych typu Step Up jaki mi się podobał, "Castaway on the Moon"- dość
nietypowa komedia romantyczna, facet został wylany z pracy, dziewczyna go rzuciła, ma
kredyt do spłacenia postanawia skoczyć z mostu ale jak pech to pech- rzeka wyrzuca go
na wysepkę pod mostem.. dlaej nie będe pisać by nie zdradzać ale naprawdę warto...
"(500) days of Summer", "Pusty dom"- przez cały film głowni boahetrzy
praktycznie nie wypowiadają słowa... arcydzieło Kim Ki-Duk'a, "Po Prostu
razem", "Kieth", "Miłość na żądanie""Apartament" "Classic"
Polecam również "Marathon"- nie jest to melodramat ale prawdziwa historia
autystycznego chłopaka który lubił biegać- rewelacja można sie wzruszyć..
Ogólnie mówiąc jeśli ktoś szuka dobrych melodramatów to polecam szczególnie kino
azjatyckie (nie wiem co z nimi jest ale azjaci robią je najlepiej) albo ewentualnie francuskim..